[ Pobierz całość w formacie PDF ]
//-->Stanisław PrzybyszewskiNAD MORZEMWirtualna Biblioteka Literatury PolskiejUniwersytet GdańskiPolska.plNASKTekst pochodzi ze zbiorów„Wirtualnej Biblioteki Literatury Polskiej”Instytutu Filologii Polskiej Uniwersytetu Gdańskiego2Ze zbiorów „Wirtualnej Biblioteki Literatury Polskiej” Instytutu Filologii Polskiej UGSPIS TREŚCIMODLITWA..................................................................... 3RAPSOD PIERWSZY ...................................................... 5RAPSOD DRUGI............................................................ 21RAPSOD TRZECI .......................................................... 33NASKIFP UGZe zbiorów „Wirtualnej Biblioteki Literatury Polskiej” Instytutu Filologii Polskiej UG3MODLITWATy, która w czarne sny mojeświetlanymipalcamiwplatasz piękno więdniejących jesieni, blaski okwi-tłych przepychów, spiekłe barwy ogniem trawionychrajów, –O jasna moja –wiele bólu się prześniło, odkąd Cię po raz ostatni wi-działem, ale wciąż jeszcze lśni me serce nad gwiaz-dami, któreś w meżycierozsiała, wciąż jeszcze rwąsię z krwi mojej dyszące ręce ku szczęściu, które mikiedyś w duszy rozpaliłaś.Ty, która w ciemnej pomroce cichymi rękoma przę-dziesz mi na zaczarowanych harfach ciężką zadumę ochwilach rozkoszy, co jak poszum dalekich skrzydełprzewiały, o słońcach, co w morzu tonąc, iskrzą się nazachodzie krwawą rosą, o nocach, co do ciepłychpiersi tulą serca zbolałe –O jasna moja –już tyle razy słońce zapadło, odkąd koiłaś czarowny-mi pieśniami smutek mej duszy, a wciąż jeszcze wi-dzę w smutnym rozjęku Twe oczy, jak siężarząwnieziemskim zachwycie i jasną rękę widzę, jak się kumnie wysuwa i w płonącym krzyku chwyta za moją.Ty, która mi noce burz na dni pogody przemieniasz,w głębiach snu mi jawy gasisz, w bezbrzeżne dale od-suwasz pobliża – która mi w sercu błędne ognie roz-palasz i czarne kwiecie kużyciuniecisz –O jasna moja –Już tysiąc razyświatsię przeobraził, odkąd Tweostatnie spojrzenie chłonęło gasnące blaski mej duszy,a wciąż jeszcze widzę Twą drobną twarz dziecka iNASKIFP UG4Ze zbiorów „Wirtualnej Biblioteki Literatury Polskiej” Instytutu Filologii Polskiej UGzłotą koronę jedwabnych włosów wokół Twej skroni,widzę, jak dwiełzyspłynęły w blady uśmiech, co tlałna Twych ustach, i słyszę, jak głos Twój ciemną skar-gą siężali.Ty, która mi rozrywasz pieczęcie wszelkich tajemnic iczytasz runy ukrytych sił, a po wszystkich szałachmegożyciaroztaczasz się tęcząłaskiod jednego nie-ba do drugiego –nigdy jeszcze nie wichrzyły się taką burzą gwiazdymoje, nigdy jeszcze nie płomieniała jasność, co Twąskroń wieńczy, tak krwawymi błyski, jak teraz, kie-dym Cię już na zawsze utracił.Przed Twe nogi rzucam gwiazdy moje, stopy Tweoplatam snów mych czarnym kirem, a w ręce Twojekładę me serce – me serce...NASKIFP UGZe zbiorów „Wirtualnej Biblioteki Literatury Polskiej” Instytutu Filologii Polskiej UG5RAPSOD PIERWSZYByłem królem!Bezkresne było państwo moje, a bez granic potęgamoja.Dziś siedzę na złomach skał, patrzę na morze i myślęo Tobie.Morze się pieni, u nóg mychłamiąsię z głuchymło-skotem olbrzymie fale, a noc tak ciemna i dżdżysta.Zamykam oczy i słucham.I słyszę tajemny szum – wzmaga się i opada; chwila-mi słyszę go gdyby zbłąkane echo z nieskończonychoddali, to znowu wre mi w uszach gdyby kipiący warzatorów. I nie wiem, czy to we mnie, czy poza mnąten straszny głos burzy?I czuję, jak szum ten staje się czarnym jękiem mej du-szy. Czuję, jak zapuszcza korzenie w najtajniejszegłębie mego serca, jak rośnie, jak naraz rozkwita wwielki kwiat boleści. Aśmiejesię dziko,śmiejesięzgrzytem upiorów, rozgałęzia się w krzew, wrasta wkażdy mój nerw, ssie rozkosz z mego bólu, kipi rado-ściąnad mą niemocą, rozdzieraświatłomych oczu,takżecałyświatmigoce gdyby krwawy szmat purpu-ry i w ognistychłzachsię rozkrapla.Sam jestem naświecie.Sam jedyny. Sam, bo stojęponad wszelką burzą i bólem. Na szczycie najwyż-szych gór stoję w odwiecznymśniegu,odziany w naj-tajniejsze dależycia,i widzę, jak się przestrzenie roz-szerzają, a cisza wokół mnie jako jedyny wir, którywszystko pochłania i moje dziś i moje jutro, mojąrozpacz i... i... Ale otóż słyszę głuchy rozgwar; jakczarna chmura kłębi się pode mną gniew i grzechży-cia, a lejąc się gdyby strumień roztopionego złotaNASKIFP UG
[ Pobierz całość w formacie PDF ]